1/3 Polaków uważa, że deficyt budżetowy to manipulacja. 1/8 rodaków to w ogóle nie obchodzi

REKLAMA
REKLAMA
Co Polacy sądzą o deficycie budżetowym. To zasadne pytanie zwłaszcza po ostatniej obniżce ratingu Polski spowodowanej przede wszystkim złym stanem finansów publicznych, a także dlatego, że w 2027 r. czekają nas wybory parlamentarne.
- Coraz gorsza sytuacja polskich finansów publicznych
- Nie mamy jednej recepty na naprawę finansów publicznych
- Różne elektoraty, różne spojrzenia na to jak zmniejszyć deficyt budżetowy
- Czy to będzie temat kampanii wyborczej w 2027 roku?
Coraz gorsza sytuacja polskich finansów publicznych
O pogarszającym się stanie polskich finansów publicznych w 2026 roku świadczą oficjalne dane rządowe, raporty Najwyższej Izby Kontroli i Narodowego Banku Polskiego, a także oceny Unii Europejskiej i wiodących agencji ratingowych. W szczególności świadczy o tym objęcie Polski przez Radę UE unijną Procedurą Nadmiernego Deficytu (EDP) od lipca 2024 roku. Jak wynika z oficjalnych komunikatów Kancelarii Prezesa Rady Ministrów (KPRM) oraz Ministerstwa Finansów, Polska została zobowiązana do przedstawiania co 6 miesięcy sprawozdań z wdrażania zaleceń UE i ograniczania rocznego tempa wzrostu wydatków netto (tzw. reguła wydatkowa netto). Polska korzysta z tzw. krajowej klauzuli wyjścia, która daje elastyczność budżetową (ok. 0,4% PKB do 2026 r.) ze względu na rekordowe wydatki na obronność. Mimo to tempo redukcji deficytu jest bardzo powolne, co zdaniem NIK rodzi ryzyko przedłużenia stosowania procedury EDP wobec Polski i konieczności wdrożenia drastycznych środków naprawczych.
REKLAMA
REKLAMA
W ostatnich latach utrzymuje się bardzo wysoki deficyt budżetowy. Według Sprawozdania z wdrażania Średniookresowego planu budżetowo-strukturalnego na lata 2025–2028 (przyjętego przez Radę Ministrów), deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych (GG) w 2026 roku wyniesie 6,8% PKB (agencja Moody’s szacuje go na ok. 7% PKB). Jest to ponad dwukrotnie więcej niż dopuszczalny unijny próg wynoszący 3% PKB. Rząd wskazuje, że przyczynami utrzymywania się wysokiego deficytu są z jednej strony rosnące wydatki na wojsko, ochronę zdrowia, inwestycje oraz sztywne zobowiązania socjalne, a z drugiej - mniejsze od zakładanych wpływy podatkowe. Co wynika m.in. z szybszego spadku inflacji, wyższych stóp procentowych i ograniczenia konsumpcji.
Co gorsza Polska przekroczy w 2026 r. unijny próg zadłużenia (60% PKB). Zgodnie z rządową Strategią zarządzania długiem sektora finansów publicznych w latach 2026–2029 opracowaną przez Ministerstwo Finansów, relacja długu sektora GG (według metodologii UE) do PKB przekroczy unijny próg ostrożnościowy 60% PKB już w 2026 roku. Rządowe prognozy zakładają stały wzrost długu unijnego aż do poziomu 75,3% PKB w 2029 roku (Moody's prognozuje wzrost do 68,9% PKB w 2027 r.). Państwowy Dług Publiczny (według definicji krajowej) ma wzrosnąć do 59,5% PKB, co oznacza niebezpieczne zbliżenie się do konstytucyjnego limitu 60% PKB (brakuje zaledwie 0,5 pkt. proc.). NIK, NBP, a także ostatnio agencja ratingowa Moody's w swoich raportach zwracają uwagę na wypychanie części długu poza budżet państwa za pośrednictwem funduszy w BGK i PFR. Prowadzi to do osłabienia przejrzystości finansów oraz znacznego wzrostu kosztów obsługi zadłużenia.
Nie mamy jednej recepty na naprawę finansów publicznych
Okazuje się, że 28,4 proc. Polaków uważa, że sposobem na ograniczenie deficytu powinno być zmniejszenie wydatków socjalnych. 16,7 proc. postawiłoby na wyższe podatki dla firm, a 9,1 proc. na podwyżkę podatków dla wszystkich. Jednocześnie aż 33,4 proc. badanych uważa, że mówienie o deficycie budżetowym jest manipulacją mającą przekonać ludzi do podwyżek podatków. Prawdziwy obraz Polski pojawia się dopiero, gdy przyjrzymy się, kto skłania się do jakich deklaracji wobec aktualnej sytuacji budżetowej.
To wyniki badania Human Answer Institute i Panelu Badawczego Ariadna, przygotowanego w ramach szerszego projektu „Nowy kontrakt społeczny – dla finansów i wydatków publicznych”, którego pełne wyniki zostaną opublikowane wkrótce.
Wyniki pokazują, że wokół finansów publicznych nie ma jednej społecznej recepty. Więcej niż co czwarty Polak wskazuje na ograniczenie wydatków socjalnych, podczas gdy 16,7 proc. chce zwiększenia podatków dla firm, nawet kosztem ryzyka ich wycofania się z rynku. Tylko 9,1 proc. wybrałoby proporcjonalne zwiększenie podatków dla wszystkich.
Jeszcze mocniej widać jednak społeczny podział wokół samego problemu deficytu, bo aż 33,4 proc. badanych uważa, że mówienie o nim jest manipulacją, a 12,3 proc. deklaruje, że deficyt budżetowy ich nie obchodzi. Chciałoby się tu zadać pytanie: nieświadomość, wyparcie problemu czy egoizm? – komentują twórcy raportu.
REKLAMA
Różne elektoraty, różne spojrzenia na to jak zmniejszyć deficyt budżetowy
Odpowiedzi bardzo wyraźnie różnią się także w zależności od płci, wieku i zamieszkania, ale najciekawsze różnice widać na poziomie deklarowanego poparcia politycznego.
Wśród potencjalnych wyborców KO najczęściej wskazywanym rozwiązaniem jest ograniczenie wydatków socjalnych – 40,3 proc. Jednocześnie 19,9 proc. opowiada się za wyższymi podatkami dla firm, gdy w elektoracie PiS redukcję wydatków socjalnych wskazuje jedynie 11,5 proc., podczas gdy aż 49,9 proc. uważa, że mówienie o deficycie jest manipulacją.
Wśród wyborców Konfederacji 41,4 proc. wskazuje na ograniczenie wydatków socjalnych, a 32,5 proc. uważa mówienie o deficycie za manipulację.
Z kolei w elektoracie Nowej Lewicy 39,4 proc. wskazuje na ograniczenie wydatków socjalnych, ale aż 52,5 proc. uważa, że mówienie o deficycie jest manipulacją.
Z punktu widzenia demograficznego zdecydowanie częściej o deficycie jako manipulacji mówią kobiety 38%, osoby po 55. roku życia 42%, emeryci i mieszkańcy miast 20-99 tys. mieszkańców.
Czy to będzie temat kampanii wyborczej w 2027 roku?
„Najciekawsze w tych wynikach jest to, że Polacy nie tylko różnią się odpowiedzią na pytanie, jak zmniejszyć deficyt. Oni różnią się także odpowiedzią na pytanie, czy sam problem deficytu jest rzeczywistym problemem. To pokazuje, jak trudne będzie wypracowanie społecznego porozumienia wokół finansów publicznych, szczególnie w kontekście zbliżających się wyborów” – mówi Anna Gołębicka, ekonomistka, współzałożycielka HAI.
Badanie pokazuje więc, że spór o finanse publiczne nie jest wyłącznie sporem o liczby. To spór o model państwa, podatki, transfery społeczne, zaufanie, świadomość ekonomiczną a co najważniejsze odpowiedzialność za rosnące koszty jego funkcjonowania i obsługi zadłużenia, które coraz bardziej obciążają nasze finanse publiczne.
Pełna analiza tych różnic – wraz z odpowiedziami dotyczącymi wydatków publicznych, podatków, świadczeń i długu – znajdzie się w przygotowywanym raporcie „Nowy kontrakt społeczny – dla finansów i wydatków publicznych”.
Badanie: Human Answer Institute / Panel Badawczy Ariadna, N=1095, CAWI, 4–7 września 2026 r.
REKLAMA
© Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A.
REKLAMA