Finansowy zawał polskich szpitali. Rozliczenia z lekarzami bez weryfikacji przepracowanych godzin. Nawet 90% kosztów poza kontrolą a łączny dług przekracza 42 mld zł

REKLAMA
REKLAMA
Do końca 2026 roku szacowany dług wszystkich polskich szpitali publicznych (zarówno tych działających w formule SPZOZ, jak i spółek kapitałowych) ma wynieść ponad 44 miliardy złotych. Szpitale nie analizują na bieżąco danych finansowych, a w większości z nich nie ma systemów, które monitorują czas pracy pracowników – takie wnioski płyną z debaty o służbie zdrowia, która miała miejsce 1 października podczas Europejskiego Forum Samorządowego w Poznaniu. W debacie uczestniczył m.in. Piotr Magdziarz, założyciel Formedis oraz ekspert ds. restrukturyzacji szpitali.
- Ponad 46 mld zł zadłużenia polskich szpitali na koniec roku
- Niezbilansowana działalność
- Niekontrolowane koszty
- Brak analizy danych
- SPZOZ a zdolność restrukturyzacji sądowej
Ponad 46 mld zł zadłużenia polskich szpitali na koniec roku
– Szacujemy, że już teraz łączny dług polskich szpitali wynosi ponad 42 miliardy złotych, a do końca 2026 roku osiągnie ponad 46 miliardów. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że budżet NFZ wynosi 200 miliardów złotych, to dług stanowi aż jedną piątą budżetu NFZ – mówił Adam Niedzielski, były Minister Zdrowia i prezes NFZ podczas debaty “Skuteczne metody restrukturyzacji i zarządzania finansami szpitala w warunkach kryzysu”.
– Zobowiązania, o ile są regulowane terminowo, stanowią naturalny element funkcjonowania przedsiębiorstw. Kluczowe jest jednak to, czemu służy pozyskiwane w ten sposób finansowanie. Jeżeli wspiera inwestycje i rozwój, może wzmacniać pozycję przedsiębiorstwa. Problem pojawia się wtedy, gdy, jak w przypadku większości zadłużonych szpitali, zaciąganie kolejnych zobowiązań staje się warunkiem utrzymania płynności finansowej i kontynuowania bieżącej działalności – oceniał Piotr Magdziarz, partner zarządzający Formedis oraz ekspert ds. restrukturyzacji szpitali.
REKLAMA
REKLAMA
Niezbilansowana działalność
Ekspert Formedis podczas debaty zwracał uwagę, że narastanie zadłużenia szpitali wynika przede wszystkim z utrzymującego się braku równowagi między przychodami a kosztami działalności operacyjnej.
– Jeżeli szpital stale ponosi straty na działalności operacyjnej, zaciąganie kolejnych zobowiązań staje się sposobem finansowania bieżącego funkcjonowania. Jednocześnie brak zdolności do bilansowania działalności ogranicza dostęp do kredytów na korzystnych warunkach, skłaniając szpital do sięgania po droższe pożyczki. Rosnące koszty obsługi zadłużenia dodatkowo pogarszają wynik finansowy i zwiększają zapotrzebowanie na finansowanie. Powstaje błędne koło: straty napędzają zadłużenie, a koszty tego zadłużenia pogłębiają straty – wyjaśniał Piotr Magdziarz.
– Wydaje mi się, że na rynku nie ma tak skomplikowanego mechanizmu, jakim są szpitale, dlatego też zarządzanie nimi wymaga szczególnych kompetencji, wykraczających poza umiejętności potrzebne w wielu innych sektorach gospodarki. Tym bardziej, że zarządzając nimi musimy łączyć odpowiedzialność za zdrowie i życie pacjentów z zapewnieniem stabilności finansowej, organizacją pracy wysoko wykwalifikowanego personelu oraz spełnianiem licznych wymogów prawnych – podkreślał z kolei Marcin Martyniak, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Kielcach.
REKLAMA
Niekontrolowane koszty
Piotr Magdziarz z Formedis zwracał również uwagę, że w szpitalach najwyższy udział w strukturze kosztów stanowią koszty osobowe, które w szpitalach powiatowych nierzadko dochodzą aż do 85-90 procent wartości przychodów ze sprzedaży.
– Jednym z największych wyzwań podczas analizy sytuacji szpitala jest pozyskanie kompletnych i wiarygodnych danych kadrowych. W wielu placówkach brakuje systemów pozwalających rzetelnie ewidencjonować i weryfikować rzeczywisty czas pracy personelu. Zdarza się, że podstawą rozliczenia z lekarzem jest przedłożony na koniec miesiąca rachunek, bez sprawdzenia, czy wykazana liczba godzin odpowiada faktycznie wykonanej pracy. Przy tak wysokim udziale kosztów osobowych w kosztach działalności szpitala brak tej kontroli istotnie ogranicza możliwość oceny efektywności wykorzystania zasobów kadrowych – wyjaśniał Piotr Magdziarz, ekspert ds. restrukturyzacji szpitali.
– Weryfikacja realnego czasu pracy pracowników medycznych, zwłaszcza lekarzy, jest bardzo istotnym problemem – dodawał Marcin Martyniak, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Kielcach.
Brak analizy danych
Eksperci uczestniczący w debacie zgodnie stwierdzili, że jednym z istotnych problemów polskich szpitali jest niedostateczne wykorzystanie danych w zarządzaniu. Ich rzetelna analiza pozwala rozpoznać przyczyny trudności, zaplanować adekwatne działania naprawcze i restrukturyzacyjne oraz monitorować ich skuteczność.
– Niezbędnym warunkiem restrukturyzacji jest dostępność podstawowych danych. Żeby myśleć o jakichkolwiek działaniach naprawczych, konieczne są zasoby danych – nie miał wątpliwości Adam Niedzielski.
– Osobiście poświęcam kilkanaście procent czasu na weryfikacje i analizę danych finansowych, ale myślę, że jestem niechlubnym wyjątkiem – mówił Marcin Martyniak,
– Na dane niezbędne do przeprowadzenia audytu, które w mojej ocenie powinny być dostępne w szpitalu „od ręki”, czekamy zazwyczaj od półtora do dwóch miesięcy. W skrajnym przypadku było to aż pół roku. Tak długi czas przygotowania podstawowych informacji wskazuje, że nie są one na bieżąco analizowane i wykorzystywane przez kadrę zarządzającą. Gdyby stanowiły stałą podstawę podejmowania decyzji, ich udostępnienie nie wymagałoby wielotygodniowych przygotowań – dodawał Piotr Magdziarz.
SPZOZ a zdolność restrukturyzacji sądowej
W debacie uczestniczył również radca prawny Dawid Marciniak z kancelarii Monolitis, który podjął temat zdolności restrukturyzacyjnych SPZOZ. – Po wydaniu uchwały Sądu Najwyższego odmawiającej SPZOZ zdolności restrukturyzacyjnej przez media społecznościowe przetoczyła się fala komentarzy, które mogły sprawiać wrażenie, że SPZOZ nie mogą się restrukturyzować. Nie jest to jednak do końca prawda. Pamiętajmy, że uchwała została podjęta w składzie trzech sędziów. Zobaczymy, jak rozwinie się orzecznictwo i czy sądy będą się do niej stosować – mówił Dawid Marciniak.
Ponadto, dodawał: – Na ten moment wydaje się, że ta uchwała nie spotkała się z entuzjazmem w sądach restrukturyzacyjnych. Trudno powiedzieć, co się wydarzy, ale w przeszłości zdarzały się już zmiany linii orzeczniczej.
REKLAMA
© Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A.
REKLAMA