80 mln zł na tenis. Dzieci są dobre do uzasadnienia dotacji, ale nie do ulgi w cenniku?

REKLAMA
REKLAMA
Zaczęło się od prostej prośby o preferencyjny cennik kortów dla dzieci we Wrocławiu. Skończyło się analizą programu Ministerstwa Sportu wartego 80 mln zł i pytaniem, czy państwo powinno finansować infrastrukturę tenisową bez obowiązku zapewnienia dzieciom i młodzieży realnej, mierzalnej korzyści.
- Miejska spółka i prywatny konkurent kilka kilometrów dalej
- Kiedy pojawiają się dzieci? Gdy trzeba uzasadnić dotację
- 80 mln zł publicznych pieniędzy
- Ministerstwo odpowiada: zniżki dla dzieci nie były warunkiem
- Podatnik płaci pierwszy raz za inwestycję, rodzic może zapłacić drugi raz pełną stawkę
- Rozwiązanie naprawdę nie jest skomplikowane
- A teraz spójrzmy na priorytety samego Spartana
- Samochód dla prezesa
- Dzieci są najważniejsze. Ale kiedy?
- Jedna odmowa uruchomiła znacznie większy problem
- Dziecko nie może być dekoracją do wniosku
Czasem duża sprawa zaczyna się od bardzo prostego pytania. Moje brzmiało: dlaczego miejska spółka sportowa we Wrocławiu nie daje dzieciom i młodzieży preferencyjnych cen za wynajem kortów? Nie chodziło mi o żadną indywidualną ulgę. Chodziło o zasadę: jeżeli dziecko chce regularnie uprawiać sport, miasto powinno usuwać bariery finansowe, a nie je tworzyć. Dlatego zacząłem pytać Spartana o cennik dla dzieci.
I właśnie od tego zaczęła się historia, która doprowadziła mnie do analizy programu wartego 80 mln zł.
REKLAMA
REKLAMA
Miejska spółka i prywatny konkurent kilka kilometrów dalej
Spartan sam określa się we wniosku do Ministerstwa Sportu mianem „niekwestionowanego lidera na wrocławskim rynku infrastruktury sportowej”. Spółka wskazuje, że dysponuje 26 kortami, w tym trzema całorocznymi halami. To oznacza, że jej polityka cenowa ma dla wrocławskiego tenisa znaczenie dużo większe niż oferta pojedynczego klubu.
Tym bardziej interesujące jest porównanie z prywatnym ośrodkiem Omega Sport w Smolcu, zaledwie kilka kilometrów od Wrocławia. W sezonie letnim prywatny kort w hali w Smolcu kosztuje 40 zł do godz. 16 i 60 zł po godz. 16, a kort zewnętrzny odpowiednio 35 zł i 50 zł.
Tymczasem w Spartanie, na obiektach przy Pułtuskiej i Spiskiej, w sezonie letnim godzina kortu kosztuje 65 zł w godz. 7:00–11:00, 53 zł w godz. 11:00–16:00 oraz 78 zł w godz. 16:00–22:00. W weekendy i święta stawka wynosi 65 zł za godzinę.
Jeszcze większa różnica pojawia się w sezonie zimowym. Na hali Spartana przy Pułtuskiej ceny wynoszą 140 zł do godz. 11:00, 110 zł w godz. 11:00–16:00 oraz 170 zł po godz. 16:00.
Nie twierdzę, że struktura kosztów prywatnego obiektu i miejskiej spółki jest identyczna. Twierdzę coś prostszego.
Kilka kilometrów od Wrocławia prywatny operator potrafi oferować korty taniej niż miejska spółka, której podstawowym sensem istnienia powinno być zwiększanie dostępności sportu dla mieszkańców.
Spartan prowadzi wprawdzie odpłatne szkółki tenisowe dla dzieci i młodzieży, ale w zwykłym cenniku wynajmu kortu nie przewiduje osobnej preferencyjnej stawki dla dziecka lub młodzieży.
To właśnie jest istota problemu.
Dziecko w miejskiej spółce sportowej płaci za sam kort według tego samego cennika komercyjnego co każdy inny klient. Własność publiczna sama w sobie najwyraźniej nie gwarantuje bardziej publicznej polityki cenowej.
Kiedy pojawiają się dzieci? Gdy trzeba uzasadnić dotację
W pewnym momencie dowiedziałem się, że Spartan zabiega o publiczne dofinansowanie budowy dwóch hal tenisowych przy ul. Lubińskiej we Wrocławiu. Sięgnąłem więc do uzasadnienia wniosku spółki do Ministerstwa Sportu. I nagle okazało się, że dzieci i młodzież są dla Spartana absolutnie kluczowe. Spółka pisze wprost, że inwestycja zwiększy dostępność infrastruktury dla dzieci i młodzieży, zawodników, klubów, rodzin oraz mieszkańców Wrocławia i regionu. To jednak dopiero początek.
Spartan podaje, że szkoli około 400 dzieci w roku szkolnym, organizuje półkolonie dla blisko 360 uczestników i wskazuje na „dynamicznie rosnącą bazę dzieci w szkółkach tenisowych”. Dalej pojawiają się jeszcze bardziej konkretne liczby. Według samego Spartana dzieci i młodzież trenują na jego obiektach około 30 godzin dziennie, a miesięczne obłożenie kortów przeznaczonych na treningi dzieci i młodzieży wynosi aż 1500 godzin. Trudno więc nie dostrzec pewnej osobliwości.
Kiedy trzeba uzasadnić publiczną dotację, dzieci są jednym z najważniejszych argumentów. Kiedy natomiast trzeba stworzyć dla tych samych dzieci preferencyjny cennik, znaczenie tego argumentu wyraźnie maleje.
80 mln zł publicznych pieniędzy
Problem przestaje być lokalny, gdy spojrzymy na cały program Ministerstwa Sportu. Program modernizacji kompleksów tenisowych ma budżet 80 mln zł. Jego celem jest poprawa funkcjonalności infrastruktury tenisowej, modernizacja ośrodków oraz stworzenie lepszych warunków do treningu i szkolenia. Beneficjentami mogą być m.in. samorządy, stowarzyszenia, fundacje oraz określone spółki prawa handlowego.
Dofinansowanie może wynosić do 50 proc. wydatków kwalifikowanych inwestycji. Na papierze wszystko wygląda wzorowo. Rozwijamy tenis. Budujemy hale. Poprawiamy warunki szkolenia.
Tylko że przy publicznych pieniądzach zawsze warto zadać mało romantyczne pytanie: co konkretnie dostaje społeczeństwo w zamian?
REKLAMA
Ministerstwo odpowiada: zniżki dla dzieci nie były warunkiem
Zadałem Ministerstwu Sportu pytanie, dlaczego podmiot otrzymujący publiczne dofinansowanie infrastruktury tenisowej nie musi zapewniać dzieciom i młodzieży preferencyjnego dostępu do tej infrastruktury. Odpowiedź z 5 sierpnia 2026 r. jest jednym z najważniejszych dokumentów w tej sprawie. Ministerstwo wskazało najpierw, że umowa o dofinansowanie ze Spartanem nie została jeszcze zawarta. Następnie poinformowało, że założenia programu nie wymagały od wnioskodawcy przedłożenia odrębnych dokumentów dotyczących takich preferencji. Jeszcze dalej Ministerstwo przyznało, że kwestia ta nie była weryfikowana, ponieważ nie uznano jej za istotną w kontekście celów i wymogów programu.
I wreszcie pada zdanie całkowicie jednoznaczne: wprowadzenie bezpłatnych godzin, ulg albo preferencji dla dzieci i młodzieży nie było warunkiem przyznania dofinansowania.
I właśnie tutaj kończy się lokalna historia o jednym cenniku. Zaczyna się pytanie o sens konstrukcji programu za 80 mln zł.
Podatnik płaci pierwszy raz za inwestycję, rodzic może zapłacić drugi raz pełną stawkę
Mechanizm jest prosty. Państwo finansuje część budowy lub modernizacji infrastruktury. Beneficjent dostaje nowy albo ulepszony obiekt. A później może prowadzić działalność według własnej polityki cenowej, bez ustawowego lub programowego obowiązku zapewnienia dzieciom konkretnej puli preferencyjnych godzin czy obniżonych stawek. W efekcie podatnik płaci pierwszy raz za inwestycję.
A rodzic tego samego podatnika może później przyjść z dzieckiem i zapłacić pełną komercyjną cenę za godzinę kortu.
Nie twierdzę, że wszyscy beneficjenci programu tak działają. Wręcz przeciwnie. Jest bardzo prawdopodobne, że wiele klubów, fundacji i stowarzyszeń realnie wspiera dzieci bardziej, niż wymaga tego państwo. Ale właśnie na tym polega problem. System publicznych dotacji nie powinien opierać się na dobrej woli operatora. Powinien opierać się na warunkach.
Rozwiązanie naprawdę nie jest skomplikowane
Nie potrzeba nowej instytucji. Nie potrzeba komisji. Nie potrzeba kolejnej strategii ozdobionej zdjęciem dziecka z rakietą. Wystarczy wprowadzić do programu jeden prosty mechanizm: otrzymujesz publiczne pieniądze na korty lub halę tenisową, więc część efektu tej inwestycji musi być przeznaczona dla dzieci i młodzieży na preferencyjnych warunkach. Może to być minimalny rabat. Może to być określona liczba godzin. Może to być pierwszeństwo dla szkolenia dzieci i młodzieży. Może to być pula godzin udostępniana klubom dziecięcym na szczególnych zasadach. Rozwiązań jest wiele.
Ale jeden element powinien być niezmienny: publiczne pieniądze muszą dawać mierzalną publiczną korzyść.
A teraz spójrzmy na priorytety samego Spartana
W tym miejscu warto wrócić do Wrocławia. Spartan nie jest małą spółką prowadzoną przez jednego menedżera i księgową na pół etatu. Spółka ma trzyosobowy zarząd. I nie chodzi o to, że sam trzyosobowy zarząd jest czymś niedopuszczalnym. Chodzi o proporcje. Jeżeli miejska spółka sportowa jest na tyle rozbudowana organizacyjnie, że potrzebuje prezesa i dwóch wiceprezesów, to można oczekiwać, że będzie również potrafiła zaprojektować cywilizowaną politykę dostępu dzieci do sportu. Zwłaszcza że na poziomie organizacyjnym i finansowym spółka potrafi konstruować znacznie bardziej skomplikowane rozwiązania.
Samochód dla prezesa
15 kwietnia 2025 r. Spartan zawarł z prywatną firmą umowę wzajemnych świadczeń. Partner zobowiązał się m.in. do udostępnienia Spartanowi trzech samochodów, a wartość wzajemnych świadczeń określono na 106 800 zł netto. Jeden z tych samochodów, Renault Austral, został następnie powierzony prezesowi Markowi Łapińskiemu do użytkowania służbowego i prywatnego. Za możliwość prywatnego korzystania z samochodu prezes płaci 400 zł brutto miesięcznie, natomiast spółka pokrywa koszty paliwa do 750 zł brutto miesięcznie. Nie twierdzę, że sam mechanizm udostępnienia samochodu jest niezgodny z prawem. Pokazuję kontrast.
Spółka potrafi stworzyć precyzyjny mechanizm umożliwiający prezesowi korzystanie prywatnie z samochodu. Potrafi ustalić opłatę. Potrafi określić limit paliwa. Potrafi utrzymywać trzyosobowy zarząd. A przy prostym pytaniu o preferencyjny kort dla dziecka nagle pojawia się ściana.
Dzieci są najważniejsze. Ale kiedy?
I właśnie dlatego własny wniosek Spartana jest tak interesujący. Bo w tym dokumencie nie trzeba szukać dzieci między wierszami. Są na pierwszym planie. Są powodem rozwoju infrastruktury. Są argumentem za zwiększeniem dostępności. Są elementem uzasadnienia potrzeby nowej hali. Są setkami szkolonych zawodników i tysiącami godzin treningów. I to wszystko jest prawdą oraz może być wartościowe społecznie. Ale tym bardziej zasadne jest pytanie: dlaczego dziecko jest tak ważne przy uzasadnianiu publicznej dotacji, a nie jest równie ważne przy ustalaniu zasad późniejszego dostępu do tej infrastruktury?
Jedna odmowa uruchomiła znacznie większy problem
Ta historia mogła zakończyć się bardzo szybko. Wystarczyło wprowadzić preferencyjny cennik dla dzieci. Zamiast tego zacząłem przyglądać się spółce. Potem jej dokumentom. Potem wnioskowi o dofinansowanie. A na końcu zasadom całego programu Ministerstwa Sportu. W efekcie sprawa trafiła do Najwyższej Izby Kontroli, a pisma dotyczące konieczności zmiany zasad programu skierowałem również do Premiera oraz Ministerstwa Sportu. Nie dlatego, że chcę blokować budowę nowych kortów. Przeciwnie.
Chcę, żeby publiczne pieniądze na sport były wydawane tak, żeby beneficjent programu nie tylko mówił o dzieciach we wniosku, ale był zobowiązany zapewnić im realną korzyść po zakończeniu inwestycji.
Dziecko nie może być dekoracją do wniosku
Sedno tej sprawy można zamknąć w jednym zdaniu. Dziecko nie może być argumentem do uzyskania publicznej dotacji, a później wyłącznie klientem przy kasie. Ministerstwo Sportu może tę lukę poprawić praktycznie jednym ruchem. Wystarczy powiązać publiczne dofinansowanie z obowiązkiem zapewnienia dzieciom i młodzieży realnego, mierzalnego uprzywilejowania w dostępie do infrastruktury.
A we Wrocławiu rozwiązanie jest jeszcze prostsze. Wystarczy wprowadzić normalny cennik dla dzieci. Jeżeli miejska spółka sportowa tego nie rozumie, problem przestaje dotyczyć jednej tabeli z cenami.
Zaczyna dotyczyć sensu zarządzania publicznym sportem. Bo dzieci powinny być najważniejsze nie tylko wtedy, kiedy dobrze wyglądają we wniosku o miliony. Powinny być najważniejsze również wtedy, kiedy przychodzi do płacenia za kort.
Grzegorz Prigan, adwokat i menedżer
REKLAMA
© Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A.
REKLAMA

