REKLAMA

REKLAMA

Kategorie
Zaloguj się

Zarejestruj się

Proszę podać poprawny adres e-mail Hasło musi zawierać min. 3 znaki i max. 12 znaków
* - pole obowiązkowe
Przypomnij hasło
Witaj
Usuń konto
Aktualizacja danych
  Informacja
Twoje dane będą wykorzystywane do certyfikatów.

Ryzyko powodziowe w Polsce. Prof. Rowiński: Woda powinna być priorytetem, tak jak zbrojenia [WYWIAD]

oprac. Kamil Nowak
redaktor, wydawca
Ryzyko powodziowe w Polsce. Prof. Rowiński: Woda powinna być priorytetem, tak jak zbrojenia [WYWIAD]
Ryzyko powodziowe w Polsce. Prof. Rowiński: Woda powinna być priorytetem, tak jak zbrojenia [WYWIAD]
Shutterstock

REKLAMA

REKLAMA

Ryzyka powodziowego nie da się całkowicie wyeliminować, ale można ograniczać jego skutki – powiedział w rozmowie z Mirą Suchodolską z PAP prof. Paweł Rowiński, hydrolog i hydrodynamik z PAN. Jego zdaniem bezpieczeństwo wodne powinno być jednym z priorytetów państwa, na równi ze zbrojeniami.

rozwiń >

Regiony szczególnie narażone na powódź

PAP: Zacznijmy od „powodziowej mapy strachu”. Wiemy, że wielkie powodzie w Polsce będą się powtarzać. Dlaczego niektóre regiony, jak Dolny Śląsk, Opolszczyzna czy Kotlina Kłodzka, są szczególnie narażone? To kwestia ukształtowania terenu czy także historycznych błędów w regulacji rzek?

REKLAMA

REKLAMA

Prof. Paweł Rowiński, dyrektor Instytutu Geofizyki PAN: Odpowiedź jest dość złożona. Po pierwsze ważne jest oczywiście ukształtowanie terenu. Tereny górskie mają taką dynamikę potoków i rzek, że znacznie trudniej je chronić. Potrzebna jest tam dużo większa infrastruktura.

Oczywiście znaczenie ma też zagospodarowanie terenu. Bardzo często ludzie osiedlili się w miejscach, które są naturalnie zagrożone wylaniem rzek. Poradzenie sobie z tym jest potwornym problemem, bo wysiedlanie ludzi nigdy nie jest przyjemne, a często jest przez mieszkańców nieakceptowane.

Do tego dochodzą tak zwane niże genueńskie. W 2024 r. mieliśmy przykład takiego niżu, który spowodował powódź na ogromnym obszarze – od Morza Śródziemnego aż do Polski. Z problemem mierzyły się również Austria i Czechy. Nie jesteśmy więc jakimś szczególnie wyjątkowym miejscem na mapie Europy.

REKLAMA

PAP: Takich niekorzystnych układów pogodowych będzie więcej?

Dalszy ciąg materiału pod wideo

P.R.: Mogą występować coraz częściej, bo Morze Śródziemne jest coraz cieplejsze. Wilgotne powietrze znad tego akwenu regularnie wędruje w kierunku Europy. Oczywiście nie jest tak, że niż zawsze uderzy w Kotlinę Kłodzką. Równie dobrze może przynieść bardzo duże opady w rejonie Górnej Wisły. Ale rzeczywiście obszary górskie są szczególnie zagrożone.

Pojęcie "powodzi stuletniej" może uśpić czujność

PAP: Kiedyś mówiliśmy o „powodziach stuletnich”. Czy dziś możemy już odłożyć to określenie do lamusa?

P.R.: To jest nomenklatura hydrologiczna, której nie lubię, bo przynosi język rachunku prawdopodobieństwa, a przede wszystkim może uśpić czujność. Skoro nazwaliśmy coś powodzią stuletnią, to można pomyśleć: wystąpiła teraz, więc następna powinna być za 100 lat. Oczywiście tak to nie działa.

Wydaje mi się, że ten język należy powoli zmieniać, bo jest bardzo źle komunikowany społeczeństwu. Poza tym te skale się zmieniają. To, co kiedyś uznawano za powódź stuletnią czy tysiącletnią, dzisiaj już niekoniecznie nią jest, między innymi ze względu na zmiany klimatyczne.

Zmienia się także sezonowość, a powodzie przesuwają się w inne momenty roku. Zagrożenia wiosenne oczywiście nadal istnieją, choć mamy mniej lodu i powodzie zatorowe zdarzają się znacznie rzadziej. Natomiast w ostatnich latach najgroźniejsze są powodzie letnie – od czerwca do sierpnia.

Powodzie błyskawiczne w miastach

PAP: Coraz częściej słyszymy też o powodziach błyskawicznych w miastach. Czy betonowanie przestrzeni sprawiło, że większa nawałnica jest dziś realnym zagrożeniem powodziowym?

P.R.: Tak. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu powodzie błyskawiczne, czyli flash floods, praktycznie nie występowały w Polsce. Ale sytuacja się zmieniła i żeby wystąpiła taka powódź, wcale nie musimy mieć w danej miejscowości rzeki. Sam bardzo nawalny opad może spowodować zalanie piwnic i infrastruktury.

To jest także problem zagospodarowania przestrzennego i ogromnej ilości betonu. Na szczęście świadomość zaczyna rosnąć i są gminy, które próbują odbetonowywać przestrzeń i wprowadzać w jej miejsce zieleń.

To ma kilka zalet. Po pierwsze, z zielenią jest po prostu przyjemniej. Po drugie, pomaga ona w okresach suszy, a podczas powodzi znacznie łatwiej przyswaja wodę i wilgoć.

PAP: Skoro wiemy, że to działa, dlaczego nie odbetonowujemy miast na masową skalę?

P.R.: Bo to nie jest spektakularna zmiana infrastrukturalna, którą można łatwo ogłosić jako sukces.

Odtwarzanie strumieni i cieków

PAP: W kilku polskich miastach pojawia się pomysł przywracania rzekom przestrzeni. Czy to może poprawić bezpieczeństwo powodziowe?

P.R.: Odtwarzanie strumieni i cieków nie jest przede wszystkim działaniem przeciwpowodziowym. Bardziej chodzi o bioróżnorodność i ograniczanie skutków suszy. Chodzi o to, żeby jak najwięcej wody zatrzymywać w miastach.

Musimy więc zintegrować zadania związane z ochroną przeciwpowodziową i suszą. To czasami są cele pozornie sprzeczne, ale trzeba tak zagospodarować przestrzeń, żeby podczas powodzi odczuwać ją jak najmniej.

I trzeba pamiętać o jednej rzeczy: nie ma możliwości zredukowania zagrożenia powodziowego do zera. Możemy tylko zmniejszać prawdopodobieństwo wystąpienia powodzi i lepiej chronić ludność.

Jak przewidzieć powódź?

PAP: Kieruje pan zespołem ekspertów zajmujących się odpornością po powodzi i modernizacją systemów na południowym zachodzie Polski. Jak przewiduje się powódź?

P.R.: Podobnie jak w przypadku innych katastrof, tj. trzęsienia ziemi, długoterminowo możemy jedynie oszacować prawdopodobieństwo wystąpienia powodzi. Najpierw prognozujemy pogodę, potem analizujemy jej skutki, budujemy modele matematyczne i sprawdzamy, co może się wydarzyć.

Druga rzecz to przewidywanie transformacji fali powodziowej. Czyli jeżeli już gdzieś wystąpi bardzo wysoka fala, przewidujemy, co się z nią dalej stanie, jak będzie się przemieszczał wysoki stan wody i z jaką prędkością

Żeby takie modele były dokładne, potrzebujemy wielu szczegółowych danych obserwacyjnych. Takie modele pozwalają nam na budowanie bardzo dokładnych map zagrożenia powodziowego. Cały kraj musi być pod tym względem dobrze zmapowany.

PAP: A czym zajmuje się kierowany przez pana zespół?

P.R.: Nie budujemy modeli. Robią to Wody Polskie i Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej, bo wymaga to ogromnego zaplecza: stacji monitorowania, map i modeli.

My oceniamy, czy w tych badaniach nie są popełniane błędy. Próbujemy je korygować i proponować, jakie jeszcze scenariusze warto zbadać. Jesteśmy więc zespołem oceniającym i wskazującym, co jeszcze należałoby zrobić.

Ochrona przed skutkami powodzi

Wydaje mi się, że w tej chwili problemem nie jest już samo przewidywanie powodzi, tylko odpowiednia ochrona przed jej skutkami.

PAP: I tutaj zaczynają się schody?

P.R.: Tak. Nie możemy wydać na ochronę przeciwpowodziową więcej, niż warte są potencjalne skutki powodzi. Ochrona musi być mimo wszystko tańsza od strat, które sama powódź może wywołać, trzeba więc mieć na względzie również realia ekonomiczne.

Infrastruktura to za mało

PAP: W jakim miejscu po ostatnich powodziach zobaczyliście największe systemowe błędy?

P.R.: Sama infrastruktura sprawy nie załatwia. Potrzebujemy kompromisu między ochroną przed suszą a ochroną przeciwpowodziową. Trzeba szukać takich rozwiązań infrastrukturalnych, które zmniejszą oba rodzaje ryzyka.

Słowem kluczem jest „retencja”. Ona rozwiązuje problem zarówno powodzi, jak i suszy. W Polsce zatrzymujemy stosunkowo mało wody, obecnie około 7 proc. Dla porównania Hiszpanie potrafią zatrzymać około 50 proc., chociaż oczywiście nie zawsze robią to prawidłowo i również mają poważne problemy z powodziami i suszą. Nie ma takiego miejsca na Ziemi, w którym państwa w pełni poradziłyby sobie z tym problemem.

PAP: Czyli trzeba wrócić do natury?

P.R.: Często odwróciliśmy się od natury, ale trzeba też pamiętać, że sytuacja w górach jest zupełnie inna niż na nizinach. W górach, gdzie mamy gęstą zabudowę i trudno znaleźć miejsce, w którym rzeka mogłaby wylać, musimy ludzi chronić dobrą infrastrukturą.

Jeżeli nie ma przestrzeni dla rzeki, potrzebne są zbiorniki zaporowe. Trzeba je jednak budować mądrze, tak, żeby zapewnić warunki do życia różnym organizmom, w tym rybom, żeby jak najmniej ingerować w tak zwaną ciągłość rzeki.

Natomiast tam, gdzie można oddać rzece przestrzeń, warto to robić. Na przykład we wschodniej części kraju - nad mało przekształconymi - Bugiem, czy Narwią - dobrze byłoby jak najwięcej zostawić przyrodzie.

PAP: Czyli nie powinniśmy wybierać między betonem a naturą?

P.R.: Absolutnie nie. Trzeba zawsze pamiętać, gdzie jesteśmy. Jestem zwolennikiem obserwowania przyrody i podglądania, jak można robić rzeczy w sposób zbliżony do naturalnego, ale mamy też twarde realia życia. Nie możemy nagle powiedzieć: wracamy do punktu zero, zwłaszcza, że nie bardzo wiadomo, gdzie on jest.

Moim zdaniem: tam, gdzie jest przestrzeń, możemy pozwolić rzece się wylać. Tam, gdzie jej nie ma, musimy chronić ludzi infrastrukturą.

Susza i powódź, czyli nowa normalność w Polsce

PAP: W naszej rozmowie kilka razy pojawił się paradoks: Polska zmaga się z suszą, wysychają rzeki, a potem w ciągu kilku dni zostajemy zalani. Jak to możliwe?

P.R.: Wody jest mniej więcej tyle samo, ile było, tylko teraz jest cieplej, w związku z czym znacznie więcej pary wodnej kumuluje się w atmosferze. Mamy długie okresy bezdeszczowe, robi się sucho, a potem, kiedy już pada, to bardzo intensywnie - przez krótki czas.

Ziemia nie jest przystosowana do absorpcji takiej wielkiej ilości wody, która spada podczas olbrzymich opadów. Po suszy mamy więc natychmiast problem powodzi. To jest właściwie taka nowa normalność w Polsce: długie okresy bezdeszczowe i walka z suszą, a potem krótkie okresy bardzo intensywnych opadów.

Do tego dochodzi jeszcze trzecie zagrożenie, o którym często zapominamy – jakość wody. Susza jej sprzyja. Przykładem jest problem złotych alg w Kanale Gliwickim.

Najważniejsze działania do podjęcia

PAP: Gdyby dostał pan pełnię władzy i jednym ruchem mógł uporządkować polską gospodarkę wodną, od czego by pan zaczął?

P.R.: Nie ma takiej możliwości, żeby jednym ruchem zlikwidować zagrożenia. Można natomiast bardzo dużo zrobić, żeby je ograniczyć.

Wydaje mi się, że najważniejsze jest uświadomienie sobie, że dla bezpieczeństwa kraju woda i sytuacja wodna są absolutnie priorytetowe.

Niestety, woda jako taka nie jest priorytetem żadnego rządu, co trzeba odwrócić. Nie można zajmować się wodą sektorowo, np. suszą jedynie przez ministerstwo rolnictwa - woda dotyczy wszystkich obszarów – od edukacji do gospodarki.

Potrzebujemy zintegrowanych i koordynowanych działań dotyczących zarówno ochrony przeciwpowodziowej, jak i suszy. Gdybym miał o tym decydować, nadałbym wodzie priorytet, bo jest ona równie ważna dla bezpieczeństwa państwa i odporności społecznej jak chociażby zbrojenia.

PAP: A co można zrobić tu i teraz?

P.R.: Jednym z naszych poważnych problemów jest to, że jako społeczeństwo nie umiemy czytać i właściwie interpretować komunikatów. Nawet jeżeli dobrze przewidzimy powódź i wiemy, że zagrożenie występuje, przychodzą komunikaty, a ludzie nie wiedzą, jak reagować.

Niezwykle istotna jest więc edukacja społeczna: jak sobie radzić w sytuacjach zagrożenia. I nie dotyczy to jedynie powodzi.

Oczywiście w każdym miejscu, w którym występuje zagrożenie, trzeba się zastanowić, czego potrzeba w zakresie infrastruktury. Ale bardzo często chodzi również o procedury, na przykład dotyczące zarządzania zbiornikami przeciwpowodziowymi. To wszystko trzeba po kolei przemyśleć.

Potrzebujemy przede wszystkim większej odporności społecznej na kryzysy związane z suszą i powodzią.

W pewnych miejscach nie powinno się odbudowywać domów

PAP: A co pan sądzi o pomyśle wprowadzenia w niektórych miejscach ustawowego zakazu odbudowy domów i infrastruktury zniszczonych przez powódź? Inaczej będziemy przecież ciągle naprawiać te same straty.

P.R.: Intelektualnie wiemy, że tak należy zrobić. Są miejsca, w których nie należy odbudowywać domów, bo jest to potworny koszt. Natomiast jest ogromny opór społeczny. Żadna władza nie chce podjąć takiej decyzji, bo mogłaby bardzo szybko stracić poparcie.

Ale ma pani rację: odbudowywanie po raz drugi czy trzeci w tym samym miejscu, gdzie wiadomo, że powódź znowu wróci, nie ma nic wspólnego ze zdrowym rozsądkiem.

Państwo musi jednak wtedy zaproponować ludziom alternatywę. Takie propozycje były składane na przykład w rejonie Nysy Kłodzkiej. Tylko proszę mi uwierzyć, opór jest niezwykły.

PAP: Trudno się dziwić ludziom, którzy mieszkają w tych miejscach od pokoleń.

P.R.: Czasem rzeczywiście tak jest, bo to są indywidualne losy, często dramatyczne. To trochę jak z paradoksem wagonika.

Ale jeżeli wiemy, że gdzieś rzeka regularnie wylewa, powinniśmy powiedzieć, że w tym miejscu nie należy się budować. Gdybyśmy zaczynali od zera, można byłoby wprowadzić takie zakazy.

Dzisiaj ludzie już tam mieszkają. Nie jest więc prosto powiedzieć komuś: proszę się wynieść gdzieś dalej. Nawet jeśli często warunki, które państwo oferuje w zamian, są bardzo dobre.

Kiedy budowano zbiornik Racibórz i przenoszono wsie, wywoływało to ogromne konflikty społeczne. A później okazało się, że niektórzy ludzie mieszkają w lepszych warunkach niż wcześniej, choć oczywiście problem przywiązania do miejsca pozostaje.

Kiedy grozi nam kolejna powódź

PAP: Mamy trochę czasu, żeby się przygotować do następnej powodzi?

P.R.: Na razie, podczas opadów, które mamy w tej chwili, duża powódź w najbliższych dniach nam nie grozi. A co się stanie w tym roku? Nie mam pojęcia, takiej gwarancji nie dam.

PAP: Czyli za miesiąc możemy znowu oglądać w telewizji zdjęcia płaczących powodzian?

P.R.: Niestety, może tak być. Państwo musi się przygotowywać, musimy mieć coraz lepsze warunki i sposoby ochrony. Ale to jest nowa normalność związana ze zmianami klimatu i trzeba się do niej przygotować.

Rozmawiała Mira Suchodolska (PAP)

Źródło: PAP

Oceń jakość naszego artykułu

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Twoja opinia jest dla nas bardzo ważna

Powiedz nam, jak możemy poprawić artykuł.
Zaznacz określenie, które dotyczy przeczytanej treści:
Autopromocja

REKLAMA

QR Code

REKLAMA

Sektor publiczny
Ryzyko powodziowe w Polsce. Prof. Rowiński: Woda powinna być priorytetem, tak jak zbrojenia [WYWIAD]

Ryzyka powodziowego nie da się całkowicie wyeliminować, ale można ograniczać jego skutki – powiedział w rozmowie z Mirą Suchodolską z PAP prof. Paweł Rowiński, hydrolog i hydrodynamik z PAN. Jego zdaniem bezpieczeństwo wodne powinno być jednym z priorytetów państwa, na równi ze zbrojeniami.

Z tej opłaty rolnicy są zwolnieni, ale nie zawsze i nie wszędzie. O co chodzi?

W piątki i soboty rolnicy i ich domownicy mogą korzystać ze szczególnych ułatwień w prowadzeniu handlu. Jednym z nich jest zwolnienie z obowiązku uiszczania opłaty targowej. Jednak nie zawsze znajduje ono zastosowanie. Dlaczego?

Polskie zapory mają swoje lata. Eksperci ostrzegają przed ryzykiem

Ponad połowa największych polskich tam ma ponad pół wieku. Zdaniem prawników budowle weszły w okres, w którym stwarzają większe zagrożenie i generują koszty. Mimo to nikt nie ocenia ich oddziaływania na środowisko – podaje „Dziennik Gazeta Prawna”.

Radny nie może głosować w sprawie, w której ma interes prawny. Samorządy wciąż popełniają ten błąd, a podjęte uchwały są unieważniane

Radny nie może brać udziału w głosowaniu w radzie ani w komisji, jeżeli dotyczy ono jego interesu prawnego. Ta regulacja wydaje się być oczywista i zrozumiała, a jednak w praktyce samorządy mają problemy z jej stosowaniem. Podejmują uchwały z naruszeniem prawa, a organy nadzoru je unieważniają. O jakie sprawy chodzi?

REKLAMA

CRU JSFP od 1 lipca 2026 r. Jakie umowy trzeba wpisywać do Centralnego Rejestru Umów i jak ustalić ich wartość?

Centralny Rejestr Umów Jednostek Sektora Finansów Publicznych działa od 1 lipca 2026 r. Nowe obowiązki szybko przyniosły jednak wiele praktycznych pytań: które umowy trzeba ujawniać w CRU JSFP, jak ustalić ich wartość, co z zamówieniami składanymi e-mailem, fakturami, aneksami czy umowami zawartymi na czas nieokreślony? Odpowiedzi na te i inne pytania można znaleźć w INFORLEX.

Samorządy mają czas do 30 października. 5 wyzwań przy tworzeniu lokalnych centrów cyberbezpieczeństwa

Według danych Ministerstwa Cyfryzacji w 2025 roku w jednostkach samorządu terytorialnego odnotowano 3249 incydentów cyberbezpieczeństwa. Na utworzenie Lokalnych Centrów Cyberbezpieczeństwa przeznaczono blisko 270 mln zł. Samorządy będą mogły dzięki nim wspólnie budować kompetencje, inwestować w technologie i reagować na zagrożenia. Powodzenie projektu będzie zależało jednak nie tylko od technologii, ale również od właściwego ułożenia współpracy między JST i podziału odpowiedzialności.

Czek turystyczny nadchodzi. Sprawdź, kto może dostać 300 zł

Wkrótce będzie można zaplanować jesienny wypoczynek na Warmii i Mazurach z wykorzystaniem czeku turystycznego. Trwają przygotowania do uruchomienia programu, w ramach którego będzie można otrzymać bon o wartości 300 zł, jako dopłatę do noclegu - poinformowała Regionalna Organizacja Turystyczna.

Projekt ustawy o opakowaniach i odpadach opakowaniowych - państwowy monopol zagrozi gospodarce odpadami i podniesie ceny [ROP]

Projekt ustawy o opakowaniach i odpadach opakowaniowych prowadzi do państwowego monopolu. Zagrozi to gospodarce odpadami i podniesie ceny. W praktyce przedsiębiorcy zostaną sprowadzeni wyłącznie do roli płatników opłaty opakowaniowej, bez realnego wpływu na organizację systemu, osiągane poziomy recyklingu czy efektywność wydatkowania środków.

REKLAMA

Ważna zmiana dla osób z niepełnosprawnościami. Sprzęt wspomagający będzie mógł zostać przekazany na własność

Prezydent Karol Nawrocki podpisał nowelizację ustawy, która umożliwi przekazanie osobom z niepełnosprawnościami technologii wspomagających, np. aparatów słuchowych - podała kancelaria prezydenta. Chodzi o asortyment PFRON zakupiony przez Rządową Agencję Rezerw Strategicznych.

Czy można zmienić decyzję o warunkach zabudowy, która nie stała się ostateczna?

Decyzja o warunkach zabudowy, która nie stała się ostateczna, może zostać zmieniona w następstwie wniesionego odwołania. Ma to miejsce albo w trybie samokontroli przez organ gminy, który ją wydał i który uwzględnił odwołanie w całości, albo już przez organ odwoławczy, który korzystając ze swoich reformatoryjnych uprawnień, może zmienić także tego rodzaju decyzję.

Zapisz się na newsletter
Śledź na bieżąco nowe inicjatywy, projekty i ważne decyzje, które wpływają na Twoje życie codzienne. Zapisz się na nasz newsletter samorządowy.
Zaznacz wymagane zgody
loading
Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich
Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj.
success

Potwierdź zapis

Sprawdź maila, żeby potwierdzić swój zapis na newsletter. Jeśli nie widzisz wiadomości, sprawdź folder SPAM w swojej skrzynce.

failure

Coś poszło nie tak

REKLAMA