REKLAMA

REKLAMA

Kategorie
Zaloguj się

Zarejestruj się

Proszę podać poprawny adres e-mail Hasło musi zawierać min. 3 znaki i max. 12 znaków
* - pole obowiązkowe
Przypomnij hasło
Witaj
Usuń konto
Aktualizacja danych
  Informacja
Twoje dane będą wykorzystywane do certyfikatów.

Zadłużenie Polski 2025. Trzeba społeczeństwu powiedzieć prawdę

zadłużenie polski 2025 lata pkb
Zadłużenie Polski 2025, PKB
Shutterstock

REKLAMA

REKLAMA

Zadłużenie Polski w 2025 r. - trzeba społeczeństwu powiedzieć prawdę. Trzeba zmienić myślenie i zamiast ograniczać wydatki zastanowić się nad podwyżkami podatków. Nie dlatego, że ktoś lubi wysokie podatki, ale dlatego, że brak działań teraz, szczególnie tych niepopularnych – będzie nas kosztować znacznie więcej, niż podjęcie tych działań.

Finanse Polski i zadłużenie

Komentarz dr Marcin Mrowiec, ekspert BCC ds. makroekonomi, minister gospodarki w Gospodarczym Gabinecie Cieni Business Centre Club, główny ekonomista Grant Thornton

REKLAMA

REKLAMA

Niedawno poznaliśmy kilka ważnych założeń do budżetu państwa, minęła pierwsza fala komentarzy „na gorąco”. Warto teraz zrobić „dwa kroki w tył”, spojrzeć na finanse naszego państwa z szerszej perspektywy, z perspektywy najważniejszych zjawisk, trendów – i zagrożeń - które ocenia Marcin Mrowiec, ekspert BCC ds. makroekonomii.

Dług Polski powyżej 60% PKB?

- Wiele lat temu, ówczesny Prezydent Polski powiedział żartobliwie, że „jak masz pan gorączkę, to rozbij pan termometr”, niejako sugerując, że w ten sposób zniknie gorączka. Sternicy naszych finansów publicznych zdaje się wzięli tę metaforę zbyt dosłownie, i nie tyle rozbili termometr, co przesunęli na nim skalę w ten sposób, że oficjalny „deficyt budżetu państwa” od wielu lat jest już nic nie znaczącą liczbą, gdyż znaczna część wydatków i zadłużenia została umieszczona gdzie indziej: w funduszach okołobudżetowych – na przykład we wciąż istniejącym Funduszu Przeciwdziałania COVID-19, który w przyszłym roku wyemituje w naszym imieniu obligacje na 18,5 mld zł… To detal, natomiast sumarycznie, poza tak zwaną krajową definicją długu będzie rozlokowane ponad 500 mld złotych. To jest właśnie miara „przesunięcia skali termometru” - termometr krajowego długu (tzw. „państwowy dług publiczny”) powinien pokazywać to, co pokazuje tak zwana „definicja europejska” – czyli przekroczenie pułapu 60% PKB przez dług w tym roku. Dokładnie rzecz ujmując, ministerstwo finansów właśnie poinformowało, że będzie to 60,4% PKB na koniec 2025 – oraz prawie 67% na koniec przyszłego roku. Tymczasem „przesunięcie skali na termometrze” pozwala ministerstwu skonkludować plan budżetowy na rok przyszły w następujący sposób: „przewidywana relacja państwowego długu publicznego do PKB wyniesie 48,9% w 2025 r., a następnie wzrośnie do 53,8% w 2026 r., pozostając poniżej progu ostrożnościowego 55% określonego w ustawie o finansach publicznych”. - podkreśla Marcin Mrowiec.

Przypomnijmy, że w Konstytucji mamy zakaz zadłużania powyżej 60% PKB, zaś ustawa o finansach publicznych przewiduje konieczność równoważenia budżetu „z roku na rok” gdyby do takiej sytuacji miało dojść. Z kolei aby nie fundować gospodarce i obywatelom „terapii szokowej”, którą niewątpliwie byłaby konieczność ścięcia wydatków (bądź podniesienia podatków o kilkaset miliardów z roku na rok – ustawa o finansach publicznych przewiduje progi ostrożnościowe, umieszczone wcześniej (55% PKB), które już mają skłaniać – a nawet wymuszać – działania nakierowane na to, aby nie zbliżyć się do 60% PKB.

REKLAMA

- Jeśli za „gorączkę finansów publicznych” przyjąć przekroczenie 60% PKB przez dług, a za „stan podgorączkowy” przekroczenie 55%, to już teraz jesteśmy w stanie podgorączkowym i powinniśmy zmniejszać wydatki (i/lub podnosić podatki) – a na koniec tego roku, zgodnie z oficjalną prognozą Ministerstwa Finansów – wejdziemy w „stan gorączkowy”. Czy podejmiemy działania? Czy zaczniemy oszczędzać? Czy może podniesiemy podatki? Nic z tych rzeczy, politycy przesunęli skalę na termometrze i niezależnie od barw politycznych zdają się udawać, że wszystko jest w porządku, że na wszystko nas stać i nic nie musimy robić. „Przesunięcie skali” – i komunikat jak wyżej, choć sensu stricte prawdziwy, to jednak jest oszukiwaniem społeczeństwa odnośnie rzeczywistego stanu rzeczy. Najgorsze, że wygląda na to, że chyba znaczna część klasy politycznej uwierzyła w to kłamstwo, żywi się nim na co dzień – i planuje nowe wydatki oraz weta do propozycji podwyżek podatków. - dodaje ekspert BCC.

Dalszy ciąg materiału pod wideo

Realny stan finansów publicznych w Polsce

Marcin Mroweic zauważa, że "Tak jak od przesunięcia skali na termometrze nie znika gorączka, tak od zmian definicji długu on nie staje się mniejszy, ani nie przestają działać zasady ekonomiczne. Jedną z konsekwencji nadmiernej emisji długu jest wysoka inflacja (tak zwany proces „monetyzacji długu”, szeroko opisany i dyskutowany w literaturze fachowej). Przypomnijmy, że skumulowana za lata 2020-2025 inflacja konsumencka wyniesie prawie równe 50%. Oznacza to, że za koszyk dóbr i usług, za który na koniec 1999 zapłacilibyśmy 100 zł, na koniec tego roku trzeba będzie zapłacić 150 zł. Wszyscy, którzy utrzymywali oszczędności w złotych doznali takiego (lub nieco mniejszego – lokaty bankowe tylko częściowo chroniły przed inflacją) uszczuplenia siły nabywczej PLN."

Szczególnie groźne i niepokojące jest to, że każdy kolejny rok wysokich deficytów przekłada się na „usypywanie coraz wyższej góry długu”. W przyszłym roku dług publiczny (liczony prawidłowo) ma urosnąć o kolejne 422 miliardy złotych (a więc w tempie szybszym niż 1 miliard dziennie), a na koniec roku sięgnie 2,8 biliona złotych (innymi słowy: dwa tysiące osiemset miliardów złotych). W 2027 roku z pewnością przekroczy 3 biliony złotych – przyjmijmy więc tę „okrągłą” liczbę do paru obliczeń, które uzmysłowią skalę problemu. W momencie pisania tego tekstu rentowność 5-letnich obligacji rządu polskiego, wyemitowanych w złotym, wynosi ok 4,90%, zaś obligacji 10-letnich ok 5,50%. Przyjmijmy dla prostoty wywodu – który jednak pokazuje skalę problemu i proporcje w sposób prawidłowy – wyjściową rentowność 5%. Dokładne liczby opisujące dług publiczny i koszty jego obsługi Ministerstwo Finansów opublikuje pod koniec miesiąca, natomiast ogólnie można przyjąć, że łączny koszt obsługi długu publicznego (szersza definicja) wyniesie w tym roku nieco ponad 100 mld zł. W pierwszej połowie 2027 zadłużenie przekroczy 3 biliony złotych. Jeśli rentowności obligacji utrzymałyby się na obecnych poziomach, to od długu 3 bln 5% to jest 150 miliardów złotych. Takie będą koszty po jakimś czasie, gdyż część obligacji emitowana była z niższymi rentownościami. Ale z kolei jeśli rentowności by wzrosły (a są dość silne przesłanki makroekonomiczne aby tak właśnie zakładać: ciągła presja płacowa w całej EU, wynikająca ze starzenia się społeczeństw, presja na wzrost cen surowców i inne), to koszty obsługi długu będą wyższe. 6% od 3 bilionów to jest 180 miliardów złotych – a nikt nie może zagwarantować, że w ciągu paru lat rentowności obligacji nie wzrosną np. do 7% - a to już 210 miliardów kosztów obsługi długu. Dwa razy tyle, co dziś. Gdzie szukać tych dodatkowych ponad 100 miliardów – i to w ciągu paru lat? Albo inne pytanie, zanim rząd usypie „dla nas” (do spłaty) tę wielką górę długów: ile musiałyby wzrosnąć podatki, abyśmy przestali „usypywać górę długów”, aby w przyszłym roku nie urosła?

Na początku zaznaczę z pełną mocą, że to nie jest propozycja działania – tego typu działanie przyniosłoby znacznie więcej szkód niż pożytku. To jest eksperyment myślowy mający za zadanie ukazać, jak bardzo wydatki naszego państwa „rozjechały się” z wpływami do państwowej kiesy, jak wiele politycy porozdawali w ciężar zadłużenia nas wszystkich – i ile by nas kosztowało, gdybyśmy mieli za to płacić na bieżąco.

Zgodnie z oficjalną prognozą budżetową MF:

  1. zadłużenie w przyszłym roku ma sumarycznie wzrosnąć o 422 mld zł,
  2. planowane wpływy z PIT mają sumarycznie wynieść 225 mld zł (32 mld na poziom budżetu centralnego oraz 193 mld dla jednostek samorządu terytorialnego).

Gdyby chcieć tak bardzo zwiększyć podatek PIT (aby każdy obywatel na swojej kieszeni odczuł ciężar „prezentów”, które dostał od polityków), aby zadłużenie w ogóle nie wzrosło, to musielibyśmy uzyskać dodatkowe 422 mld zł. Jeśli przy obecnych stawkach podatkowych wpływy wyniosą 225 mld, a my potrzebujemy jeszcze 422 mld, to znaczy, że stawki trzeba podnieść nie dwukrotnie (bo wtedy „dostaniemy” „tylko” kolejne 225 mld) – ale trzykrotnie… Innymi słowy, zamiast stawki 12% mielibyśmy 36%, a zamiast stawki 32% - 96% (!). Tak, prawie 100%, dla tych, którzy teraz płacą 32%... Jeszcze raz podkreślam, że to nie jest propozycja działań, tylko ilustracja skali nierównowagi.

Jak rozwiązać problem wysokiego zadłużenia Polski?

Płyniemy na górę lodową – czy musimy się z nią zderzyć? Zmiana musi zacząć się od zmiany myślenia. Jeśli mamy tak poważny problem, zastanówmy się, skąd on się wziął i od czego zacząć zmianę, aby z niego wyjść.

Jeśli spojrzeć na statystyki deficytu i zadłużenia, to pierwsza kadencja poprzedniego układu rządowego nie wygląda źle. Przez pierwsze lata pierwszej kadencji budżety miały relatywnie niewielkie deficyty – natomiast pierwszym dużym krokiem ku mega-deficytom było wprowadzenie programu „500+”. Początkowo od drugiego dziecka, ale potem już od pierwszego, dla wszystkich, a teraz to 800+. Demografia się nie poprawiła – a łączny koszt programu od jego początków do końca 2025 wyniesie prawie 400 mld zł… Potem były kolejne „prezenty dla wyborców”: tak zwana „trzynasta” i „czternasta” emerytura (to nazwy „marketingowe” – te świadczenia nie mają nic wspólnego z ogólną filozofią systemu emerytalnego, są dodatkowymi wypłatami dla emerytów, wypłacanymi na mocy decyzji politycznych). W międzyczasie tak zwane „tarcze”, które w istocie były oszczędzaniem wyborcom (wszystkim: i biednym i bogatym) wyższych wydatków „teraz” – ale kosztem zadłużenia ich „na później”. Powstało coś w rodzaju doktryny „nic co dane nie zostanie odebrane” i politycy nawzajem przepytują się, czy aby przeciwnik polityczny nie zamierza dokonać zamachu na to „święte prawo”. Myślenie typu „jak nie obiecamy to nie wygramy” było bardzo widoczne w ostatniej kampanii parlamentarnej – suma obietnic wyborczych, skrupulatnie policzona przez jeden z portali internetowych – szła w setki miliardów złotych. Po wyborach zaś nie tylko nie dokonano żadnego zmniejszenia wydatków (chociażby ograniczenia beneficjentów 800+ do rzeczywiście biedniejszej części społeczeństwa), ale wygenerowano nowe: program „aktywny rodzic” to ponad 60 miliardów w perspektywie dekady, ale już np. niezależne oceny programu „renty wdowiej” mówią o koszcie ponad 20 mld zł rocznie (!), kiedy już program zacznie w pełni działać… Wciąż jeszcze gdzieś cyrkuluje pomysł „kwoty wolnej 60 tys zł”, oficjalnej obietnicy jednej z partii koalicji rządowej – który to pomysł od początku był groteskowy: roczny koszt wyniósłby ok 50 mld zł

Konkludując, można powiedzieć, że ta wielka góra długów, którą rządzący usypują dla swoich wyborców, jest wynikiem myślenia, które pojawiło się na początku obecnej dekady, a któremu to myśleniu bardzo sprzyjało otoczenie „kowidowe” - a które to myślenie zapuściło głębokie korzenie w zdecydowanej większości partii politycznych.

Aby nie zderzyć się z górą lodową długów, kosztów ich obsługi, aby nie płynąć na wody grożące poważnym kryzysem finansów publicznych, który z łatwością może rozlać się na kryzys bankowy (największymi posiadaczami obligacji rządowych są banki, gdyby te obligacje zaczęły tracić na wartości, banki byłyby poszkodowane, co mogłoby uruchomić kryzys bankowy) oraz na kryzys walutowy – trzeba zmienić myślenie.

Trzeba społeczeństwu powiedzieć prawdę odnośnie stanu finansów publicznych, odnośnie „przesunięcia skali” na „termometrze długu”, odnośnie tego, że absolutnie nie stać nas na dalsze zwiększanie wydatków czy ograniczanie podatków - a wręcz przeciwnie, musimy ograniczyć wydatki zastanowić się nad podwyżkami podatków. Nie dlatego, że ktoś lubi wysokie podatki – ale dlatego, że brak działań teraz, szczególnie tych niepopularnych – będzie nas kosztować znacznie więcej, niż podjęcie tych działań.

oprac. Emilia Panufnik
Źródło: INFOR

Oceń jakość naszego artykułu

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Twoja opinia jest dla nas bardzo ważna

Powiedz nam, jak możemy poprawić artykuł.
Zaznacz określenie, które dotyczy przeczytanej treści:
Autopromocja

REKLAMA

QR Code

© Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A.

REKLAMA

Sektor publiczny
Takiej inwestycji w Poznaniu nikt się nie spodziewał. Seniorzy otrzymali coś wyjątkowego

Mieszkania dla osób starszych oraz ogólnodostępny klub seniora powstały w zmodernizowanej zabytkowej kamienicy w centrum Poznania. Inwestycję o wartości 20 mln zł zrealizował Zarząd Komunalnych Zasobów Lokalowych (ZKZL) przy wsparciu z Funduszu Dopłat Banku Gospodarstwa Krajowego.

To dofinansowanie wzrośnie z 200 tys. zł do 300 tys. zł, a środki na dofinansowania i programy wsparcia zostaną rozszerzone o kolejne tysiące gospodarstw. Sprawdź, co zapowiada resort

Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi zapowiada zwiększenie premii dla młodych rolników z 200 tys. zł do 300 tys. zł oraz poszerzenie puli środków na inwestycje prośrodowiskowe do 2,8 mld zł. Jak wynika z komunikatu resortu, wsparcie obejmie kolejne tysiące gospodarstw. Decyzję ogłosił minister Stefan Krajewski.

Dopłaty dla hodowców na ubezpieczenie zwierząt ruszyły. Odzyskaj nawet 70 procent składki

Hodowcy bydła, świń, owiec, kóz, koni lub drobiu mogą ubiegać się o refundację części opłaconej składki ubezpieczenia od ryzyka wystąpienia jednej z kilkudziesięciu chorób zakaźnych - poinformowała w poniedziałek Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa.

Masz w domu czujnik dymu i tlenku węgla? 140 tysięcy Polaków dostanie go za darmo

Państwowa Straż Pożarna przekaże czujniki dymu i tlenku węgla 140 tysiącom najbardziej zagrożonych i potrzebujących osób – poinformował szef MSWiA Marcin Kierwiński.

REKLAMA

Polacy ignorują ostrzeżenia ekspertów: Plecak ewakuacyjny? Nikt tego nie planuje

Polacy nie czują potrzeby przygotowań na sytuacje kryzysowe. Jak wynika z badania IBRiS dla „Rzeczpospolitej”, większość społeczeństwa nie planuje kompletowania plecaka ewakuacyjnego, mimo apeli ekspertów i przedstawicieli rządu.

Ratujący życie prezent od Państwa dla 140 tys. rodzin – sprawdź, czy Cię to dotyczy

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji kupił 140 tysięcy czujek dymu i czadu, które strażacy bezpłatnie zamontują w domach osób najbardziej potrzebujących. Urządzenia mają chronić przed pożarami i zatruciem tlenkiem węgla - zagrożeniami, które co roku zabijają w Polsce setki osób. Kogo obejmie program i jak się do niego zgłosić?

Podwyżka dla żołnierzy zawodowych w 2026 r. z wyrównaniem od 1 stycznia. Nowa tabela stawek uposażenia zasadniczego

Minister Obrony Narodowej przygotował 2 lutego 2026 r. projekt rozporządzenia w sprawie stawek uposażenia zasadniczego żołnierzy zawodowych. Rozporządzenie to ma podwyższyć stawki uposażenia zasadniczego o 3% w bieżącym roku. Zatem w 2026 r. (z wyrównaniem od 1 stycznia) nastąpi wzrost uposażenia zasadniczego żołnierzy zawodowych od 200 zł dla szeregowych, 220-250 zł dla podoficerów, oraz od 270 do 660 zł dla oficerów - w porównaniu do dotychczasowych stawek. Najniższe uposażenie zasadnicze żołnierza zawodowego wzrośnie w 2026 r. do 6500 zł (wszystkie kwoty brutto).

Strefa czystego transportu w Krakowie pod ostrzałem. Gminy chcą zmian

Gmina Kocmyrzów-Luborzyca i miasto Bochnia to kolejne małopolskie samorządy, które apelują do władz Krakowa o złagodzenie zasad strefy czystego transportu w mieście. Rezolucję zapowiedział również starosta powiatu bocheńskiego, a radny Niepołomic ma plan odwetu na Krakowie.

REKLAMA

„Odświeżanie” zabytków może być naruszeniem prawa

Dobre intencje nie legalizują samowoli. Amatorskie malowanie figur, kapliczek czy krzyży – zamiast ratować dziedzictwo – coraz częściej kończy się medialnym ubawem, kompromitacją miejscowości i realnymi konsekwencjami prawnymi.

Unia Europejska wcale nie idzie za daleko z tymi przepisami - przeciwnie: krajowy urząd chce jeszcze więcej regulacji w tym obszarze, a krajowa ustawa powinna iść dalej niż chce UE

Bruksela przesadza z regulacjami? Prezes UODO twierdzi coś odwrotnego: na deepfake’i UE wciąż nie ma kompletnych narzędzi, a Polska powinna dopisać własne, ostrzejsze przepisy. Po wecie prezydenta do ustawy wdrażającej DSA temat wraca na stół – i może wrócić z większą siłą.

Zapisz się na newsletter
Śledź na bieżąco nowe inicjatywy, projekty i ważne decyzje, które wpływają na Twoje życie codzienne. Zapisz się na nasz newsletter samorządowy.
Zaznacz wymagane zgody
loading
Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich
Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj.
success

Potwierdź zapis

Sprawdź maila, żeby potwierdzić swój zapis na newsletter. Jeśli nie widzisz wiadomości, sprawdź folder SPAM w swojej skrzynce.

failure

Coś poszło nie tak

REKLAMA