Gminy chcą automatycznego odrolnienia gruntów
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Procedury odrolnienia gruntów są dziś bardzo skomplikowane i trwają wiele miesięcy, a nawet lat. Tymczasem bez przejścia tej procedury niemożliwe jest rozpoczęcie wielu inwestycji. Dużą część gruntów - także położonych w największych miastach, jak np. Warszawa, czy Kraków, stanowią dziś bowiem grunty rolne. Najczęściej do takiej kategorii należą ziemie, które z punktu widzenia gminy i potencjalnego inwestora są najatrakcyjniejsze. Zbyt duża liczba gruntów rolnych w Polsce i skomplikowane procedury związane z odrolnieniem sprawiają, że wielu inwestorów zniechęca się i przenosi swoją inwestycję do innej gminy, a nawet do innego kraju.
REKLAMA
- Jeżeli inwestor ma czekać na odrolnienie danego terenu kilkanaście miesięcy, a często nawet kilka lat, to woli wybrać gminę, w której otrzyma ziemię już odrolnioną i będzie mógł rozpocząć inwestycję od razu. W przypadku gmin położonych niedaleko granicy południowej oznacza to często, że inwestor przenosi swoją inwestycję do naszych południowych sąsiadów - mówi Mieczysław Kieca, prezydent Wodzisławia Śląskiego.
Decyzje w rękach gmin
Ministerstwo Infrastruktury chce zatem maksymalnie uprościć procedury związane z odrolnieniem gruntu i przekazać decyzje w tym zakresie ziemi z Ministerstwa Rolnictwa bezpośrednio do gmin. Także samorządowcy domagają się uproszczenia procedur odrolniania ziemi.
REKLAMA
- Wszystkie grunty określone przez gminę w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego jako grunty przeznaczone pod inwestycję powinny być odrolnione z mocy prawa. W takiej sytuacji nie powinna być wymagana żadna dodatkowa procedura. To gmina bowiem decyduje o przeznaczeniu swoich terenów i jeżeli uznaje ona, że na danym obszarze będą prowadzone inwestycje, to wprowadzanie barier wydłużających realizację inwestycji jest niepotrzebne - mówi Mieczysław Kieca.
Samorządowcy w postulatach zgłoszonych przez Unię Metropoli Polskich domagają się, by o odrolnieniu danego terenu decydowała bezpośrednio gmina, poprzez przyjęcie miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Chcą także, by odrolnienie terenów przeznaczonych pod inwestycje następowało z mocy prawa, a uproszczone procedury odrolnieniowe obowiązywały jedynie na terenach objętych miejscowymi planami zagospodarowania przestrzennego.
- Nie oznacza to oczywiście, że prowadzenie inwestycji i odrolnienie gruntu nieobjętego miejscowym planem nie byłoby możliwe. Już dziś można bowiem prowadzić inwestycję budowlaną na gruntach rolnych stanowiących użytki klas I - III, jeżeli ich zwarty obszar projektowany do przeznaczenia na cele nierolnicze nie przekracza powierzchni 0,5 ha - wyjaśnia Mieczysław Kieca.
Większa liczba inwestycji
Samorządowcy wskazują, że takie uproszczone procedur odrolniania gruntów sprawią, że inwestorzy będą dużo chętniej inwestowali w polskich gminach.
- Opracowaliśmy plan zagospodarowania przestrzennego dla 50 ha gruntu, który ma doskonałe położenie i jest bardzo atrakcyjny dla inwestorów. Niestety, za odrolnienie działek położonych na tym obszarze trzeba zapłacić aż 15 mln zł. Kwota ta odstrasza inwestorów i hamuje rozwój gminy. Gdyby prowadzenie procedury odrolnieniowej nie było konieczne i uiszczanie z tego tytułu opłat, inwestorzy z całą pewnością zainwestowaliby na tym terenie - mówi Mieczysław Kieca.
Jego zdaniem koszty odrolnienia są dziś zbyt wysokie i w praktyce muszą je ponosić inwestorzy, bowiem gminy nie stać na uiszczanie tak wysokich opłat.
- Inwestorzy muszą także ponosić roczne opłaty za odrolnioną ziemię, co sprawia, że koszty odrolnienia są jeszcze wyższe i atrakcyjność takiego terenu spada - wskazuje prezydent Kieca.
Dodatkowe dochody
Samorządowcy uważają, że ochrona gruntów rolnych położonych w granicach administracyjnych miast nie ma dziś żadnego uzasadnienia.
- Gminy w planach zagospodarowania przestrzennego decydują o przeznaczeniu danego terenu. Jeżeli zatem gmina uzna, że dana działka ma być terenem zielonym lub rekreacyjnym, to nikt nie będzie mógł wybudować na niej np. biurowca. Ochrona takiej działki poprzez ustawę jest zupełnie niepotrzebna - uważa Mieczysław Kieca.
Jego zdaniem na takiej ustawowej ochronie tracą przede wszystkim gminy i ich mieszkańcy. Brak inwestycji oznacza bowiem mniejszy rozwój przemysłowy, usługowy i infrastrukturalny oraz mniejszą liczbę miejsc pracy.
- Niższe są także dochody gminy, które mogą pobierać jedynie podatek od gruntów rolnych, który jest dużo niższy od podatku od działek budowlanych - wyjaśnia prezydent Kieca.
Jego zdaniem wprowadzenie zasady, że o odrolnieniu gruntów będą decydowały same gminy w miejscowych planach zagospodarowania przestrzennego, przyczyni się także do wzrostu liczby tych planów.
- Jeżeli gmina będzie miała pewność po uchwaleniu planu, że dany grunt będzie mógł być wykorzystany inwestycyjnie bez żadnych dodatkowych wymagań, to chętniej będzie przystępowała do przygotowywania takiego planu. Dodatkowo wzrost dochodów gminy z podatków oraz obniżenie wydatków, np. na odrolnienie, sprawi, że gminy będą mogły więcej środków wykorzystać na uchwalanie miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego - uważa prezydent Mieczysław Kieca.
Samorządowcy mają nadzieję, że minister infrastruktury nie wycofa się ze swoich pomysłów i po konsultacjach ze środowiskiem samorządowym jeszcze w tym roku wprowadzi uproszczone procedury odrolniania gruntów.
ARKADIUSZ JARASZEK
arkadiusz.jaraszek@infor.pl
REKLAMA
REKLAMA