Setki ton piasku i milionowe koszty. Samorządy liczą rachunek po zimie 2026

REKLAMA
REKLAMA
Po intensywnej zimie miasta w całej Polsce weszły w kosztowny etap sprzątania ulic, chodników i torowisk. Skala prac liczona jest w setkach ton zalegającego piasku i kruszyw. Tylko w Warszawie z jednego miejsca (torowiska na ul. Sobieskiego) wywieziono ok. 1,5 tony materiału, a w Gdańsku do uprzątnięcia pozostało nawet 24 tys. ton. To nie tylko operacja komunalna, ale realne obciążenie dla budżetów samorządów.
Tegoroczne pozimowe porządki pokazują, jak duży rachunek zostawia po sobie „prawdziwa zima”. W Warszawie doczyszczenie po sezonie dotyczy około 1500 km dróg i odbywa się głównie nocą, bo wymaga wielokrotnych przejazdów zamiatarek i zmywarek oraz użycia dużych ilości wody. Na torowiskach ekipy pracują w bardzo krótkich oknach technicznych, gdy ruch tramwajowy się nie odbywa.
REKLAMA
REKLAMA
– W praktyce pozimowe sprzątanie nie jest dodatkiem do „akcji zima”, tylko jej faktycznym i kosztowym domknięciem. Dla samorządu to ma znaczenie także prawne, bo zakres tych prac powinien wynikać z zawartych umów na utrzymanie dróg i przestrzeni publicznej. Jeżeli kontrakty są zbyt ogólne albo nie przewidują większej skali prac po ciężkiej zimie, miasto może stanąć przed koniecznością szybkiego aneksowania umów lub uruchamiania dodatkowych postępowań – przekazał mec. Bartłomiej Tkaczyk, partner w kancelarii LEGALLY.SMART.
Budżety miast odczuwają skutki wymagającej zimy
Problemem nie jest wyłącznie sama skala zanieczyszczeń, ale też tempo, w jakim miasta muszą reagować. W Gdańsku zakres wiosennych porządków obejmuje około 960 km dróg, około 80 km dróg rowerowych i blisko 700 tys. mkw. chodników, a tylko w pierwszej dobie zebrano ponad 83 tony mieszanki piasku i zanieczyszczeń. To pokazuje, że po trudnej zimie sprzątanie staje się jedną z większych operacji komunalnych początku roku. W praktyce oznacza to wydatki liczone często w milionach złotych w skali dużych miast, które muszą być ponoszone w krótkim czasie po zakończeniu sezonu zimowego.
– Samorządy zwykle planują wydatki na zimowe utrzymanie miasta, ale po ostrzejszym sezonie rośnie ryzyko, że zabraknie elastyczności po stronie budżetu i wykonawstwa. Z prawnego punktu widzenia istotne jest nie tylko zabezpieczenie środków, lecz także prawidłowe zakwalifikowanie wydatków, rozliczenie usług dodatkowych i dochowanie zasad zmiany umów publicznych. To właśnie na tym etapie najczęściej pojawiają się napięcia między zamawiającym a wykonawcą – wskazał mec. Tkaczyk.
REKLAMA
Piasek z ulic generuje kolejne obowiązki i koszty
Pozimowy piasek nie zawsze nadaje się do prostego ponownego użycia. Część materiału może zostać przesiana i wykorzystana technicznie, ale znaczna część jest zanieczyszczona solą, błotem, odpadami i substancjami spływającymi z jezdni, dlatego trafia do dalszego zagospodarowania. W Gdańsku cały zebrany materiał kierowany jest do Zakładu Utylizacyjnego. To dodatkowy, często pomijany koszt systemu utrzymania miasta, który nie jest widoczny na etapie zimowego posypywania dróg.
– Kluczowe staje się dziś nie tylko samo zebranie materiału, ale też jego prawidłowe zagospodarowanie. Dla samorządu to obszar, w którym przecinają się przepisy dotyczące utrzymania czystości, gospodarki odpadami i odpowiedzialności za sposób dalszego przetworzenia zebranej masy. Im gorzej opisany ten proces w dokumentacji i umowach, tym większe ryzyko sporów, wzrostu kosztów albo zarzutów dotyczących niegospodarności – dodał ekspert.
Eksperci zwracają uwagę, że sezon 2026 może skłonić miasta do dokładniejszego planowania nie tylko zimowego odśnieżania, ale całego cyklu utrzymania ulic - od posypywania po wywóz i zagospodarowanie pozimowych zanieczyszczeń. Coraz wyraźniej widać, że walka ze śliskością nie kończy się zimą – jej finałem jest dopiero usunięcie setek ton piachu z ulic.
REKLAMA
© Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A.
REKLAMA



